Strona główna > Aktualności > Wrocławskie Centrum Akademickie > Wywiad z maestro Ronem Carterem

Wrocław Europejska Stolica Kultury - Kandydat
2010-03-08 16:33:17

Wywiad z maestro Ronem Carterem

Ostatniego dnia warsztatów z legendarnym muzykiem jazzowym Ronem Carterem, studenci, oprócz możliwości nauki u mistrza, mieli okazję usłyszeć jego grę nie tylko w wersji jazzowej, ale także tej mniej znanej - klasycznej. O swoich wrażeniach z pobytu w Polsce maestro opowiada w rozmowie z Darią Figurą

Kiedy Pan gra, na Pańskiej twarzy widać wiele emocji - pasję, radość. Czy w czasie warsztatów zauważył to Pan u studentów Akademii Muzycznej?

Widzę to wyraźnie w polskich studentach, oni wiedzą, jak grać jazz. Są pełni entuzjazmu, kiedy grają. Myślę, że potrzebują tylko lekkiego poinstruowania, aby mieć większą szansę, by odnaleźć i wydobyć z instrumentu dźwięk, który chcą usłyszeć. Myślę też, że jeśli mógłbym przyjechać tutaj jako pełnowymiarowy wykładowca, bardzo bym się cieszył mając ich jako swoich studentów.  

A byłaby taka możliwośc?


Tak, ale nie jestem tani (śmiech). Ale to możliwe. I na pewno pomógłbym im grać lepiej.

Prowadził Pan też zajęcia na innych europejskich uczelniach. Co dzieli, a co łączy studentów w różnych krajach?

W innych krajach studenci mają dostęp do bieżącej muzyki. Polska nie jest w „pasie” krajów, gdzie nagrywa się wiele płyt. W Paryżu jest ogromna liczba jazzowych sklepów muzycznych, tak samo, jak w Berlinie. Dzięki temu tamtejsi studenci mają większy dostęp do muzyki, niż w Polsce, ale pomimo tego polscy studenci są nią równie mocno zainteresowani, jak Ci w Paryżu, Berlinie. Jeślibym przyjechał na cały semestr, zapewne miło spędziłbym czas z tutejszymi studentami.

Tutaj prowadził Pan warsztaty jazzowe, ale niejednokrotnie mówił Pan, że pierwszą miłością była muzyka klasyczna. Dzisiaj, razem z wykładowcami Akademii Muzycznej, dał Pan koncert – kwintet fortepianowy „Pstrąg” Franza Schuberta. Parę minut później razem ze swoim trio zagrał Pan koncert jazzowy. Granie jakiej muzyki daje Panu więcej satysfakcji?

Obydwa koncerty dały mi wiele radości. Chciałbym mieć więcej możliwości grania takich koncertów, jak dziś - mówi Ron Carter

Na przykład zagrać III Symfonię Brahmsa w pierwszej części, a później wystąpić razem z moim jazzowym trio, albo najpierw zagrać trio: kontrabas, wiolonczela i altówka, a później moje trio. Z wielką chęcią zrobiłbym coś takiego. Myślę jednak, że ludzie widzą we mnie tylko muzyka jazzowego, nawet jeśli wiedzą, że mam klasyczne wykształcenie i gram muzykę klasyczną. Nie pytają mnie, czy byłbym zainteresowany zagraniem takiego koncertu. A właśnie to mnie też zajmuje i byłbym zadowolony, jeśli byłaby możliwość zagrania klasyczno – jazzowego koncertu.

Bardziej czuje się Pan jazzmanem, czy klasycznym muzykiem?


Czuję, że jestem świetnym muzykiem (śmiech). Mam nadzieję, że wszystkim podobał się ten koncert, bo to jest dla mnie tym, co chciałbym usłyszeć i co jest dla mnie najważniejsze.

Nie można temu zaprzeczyć... Osiągnął Pan wielki sukces. W czasie tych warsztatów poznał Pan wielu młodych artystów, widział, jak grają. Powiedział Pan też, że zainteresowanie jazzem jest tutaj naprawdę duże. Czy trudno im będzie przebić się na scenie muzycznej?


Nie wiem, jak to jest w Europie, ale zapewne jest trudniej, bo mniej jest stacji radiowych gotowych na przyjęcie takiej muzyki, nie ma dużych klubów, w których można by grać taką muzykę, nie ma też firm fonograficznych, które nagrywałyby takie płyty. Ale w zamian jest wielki entuzjazm! Jest pewnie o wiele więcej muzyków, a entuzjazm w teraźniejszym 2010 roku dorównuje temu w 1959 w Nowym Jorku. Niesamowite, jak wielka zmiana zaszła. Mój przyjaciel opowiadał mi, jak wiele w Europie powstaje szkół jazzowych, programów jednokierunkowego nauczania jazzu na uniwersytetach, jazzowych obozów letnich. To jest niezwykłe, bo dzięki temu ta muzyka żyje. Teraz jazz leci w radiu, telewizji, nagrywa się teledyski i to jest dobre, bo stał się ogólnodostępny dla wszystkich. Zarówno po drugiej stronie oceanu, jak i tutaj i to mnie cieszy, bo studenci mogą swobodnie słuchać muzyki i uczyć się przy tym. To jest potrzebne i cieszę się, że nastąpiło coś takiego.

Co by Pan doradził młodym studentom, którzy szukają nowych brzmień, próbują znaleźc swój własny styl?


Większość muzyków nie uczy się, jak wydobyć brzmienie własnego instrumentu i tego, jak na nim grać. Często siadam z kontrabasem i sprawdzam, jak odnaleźć daną nutę. Zastanawiam się, jak robić to jeszcze dokładniej, lepiej. Oni też powinni to robić. Nauczyciele powinni im powiedzieć, gdzie szukać danych nut na kontrabasie. I kiedy już wiesz, gdzie są wszystkie nuty, to będziesz potrafił tworzyć własne kombinacje. Ja znalazłem swoje i wiem, jakie i gdzie są. Dla każdego są w innym miejscu i każdy powinien znaleźć własne. To nie jest możliwe, żeby znaleźć je samemu - potrzebny jest nauczyciel, który będzie chciał, aby jego uczeń grał lepiej i to sprawi, że będzie on świetnym źródłem pomocy w poszukiwaniu własnego stylu. Zanim znajdziesz swój styl, musisz wiedzieć, jak zagrać każdą nutę, bo bez tego poszukiwanie nie jest możliwe.

Jesli chodzi o studiowanie instrumentu, to w trakcie warsztatów pokazywał Pan jednemu ze studentów, jak grać. Chłopak cały czas patrzył na swoje palce, a Pan wciąż powtarzał mu tylko jedno: nie patrz na palce, tylko słuchaj wybijanego rytmu i graj...

Nie trzeba patrzeć na palce, aby wiedzieć, jak układać je na strunach. To wszystko trzeba mieć w głowie. Należy słuchać muzyki i stąd wiedzieć, jak grać, a nie patrzeć na swoje dłonie. To najgorsza rzecz, jaką można zrobić, największy błąd. Nie słuchasz tego, co grasz, bo skupiasz się na czymś innym i przez to grasz źle. Trzeba po prostu wiedzieć, jak grać. To konieczne, jeśli chcesz być dobrym muzykiem.

To problem wielu studentów?


To tylko jeden z wielu problemów. Wykładowcy mają różne metody nauczania podstaw grania, więc staram się być ostrożny, kiedy mówię studentowi coś negatywnego o jego grze. Nie chcę wzbudzać w nim wątpliwości co do tego, czy jego wykładowca jest odpowiedni, czy daje mu dobre wskazówki. Nie chcę, by czuł się z tym źle. Ja mu tylko pokazuję mój punkt widzenia i moją metodę uczenia gry na kontrabasie. Oczywiście lubię swoje metody i je stosuję, bo uważam, że są dobre. Nie uważam przy tym, ze ich wykładowcy uczą ich niepoprawnie. Chcę tylko, aby każdy wziął swój instrument i przy pomocy różnych metod, takich, które dla niego okażą się optymalne, mógł odnaleźc swój własny styl grania. Przez te trzy dni widziałem ludzi pełnych entuzjazmu, którzy naprawdę chcą nauczyć się grać na kontrabasie i wszyscy przyjęli moje rady i wskazówki. Chciałbym mieć możliwośc spotkania się z nimi za kilka miesięcy, bo miałbym okazję sprawdzić, czy i jak wykorzystali to, czego się nauczyli w tym tygodniu.

Czyli możemy się spodziewać kolejnej Pańskiej wizyty w Polsce?

Oczywiście. Jestem osiągalny i chętnie tu wrócę, jeśli zaistnieje taka możliwość, ale jak to wcześniej powiedziałem – nie jestem tani (śmiech). Podczas teraźniejszego pobytu najważniejsze dla mnie było, aby przekazać swoją wiedzę tym studentom i mam nadzieję, że mi się to udało.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Daria Figura